Białe jest czarne

Kaczyński ma rację. Tu chodzi o dwa kolory, biel i czerń, dwie cyfry, zero i jeden i dwa wymiary, góra, dół. I o nic więcej. Za trudne, wielokolorowe, niepoliczalne, wielowymiarowe jest pojęcie wolności. Będziemy o tym m.in. rozmawiać z Mateuszem Kijowskim 9. czerwca w Medium Publicznym o godz. 19.30.

Weźmy sobie taki NFZ. Przyjaciel ostatnio złamał palec, nieszczęśliwy wypadek na rowerze. Spędził pięć godzin w pustym szpitalu w oczekiwaniu na jakąkolwiek pomoc lekarza. Pod gabinetem rentgena musiała mu pomóc sprzątaczka. „Trzeba dzwonić po doktora!” - fuknęła. Po wielu nieudanych telefonach, wykonanych w celu umówienia wizyty kontrolnej, udał się
do szpitala, w którym zaproponowano mu drugą połowę czerwca. W końcu poddał się i zaczął płacić. W niepublicznej placówce obsłużono go szybko, cicho, czysto, profesjonalnie. Na wizyty wydał prawie całą pensję. Twierdzi, że chce, aby jego składki przekazywać nie do ZUS, a na prywatną służbę zdrowia. Chce mieć wybór. Wyjątkowy jest mój przyjaciel, wszak pamiętamy jeszcze kręcone w stylistyce horroru sceny umierającej matki, do której nie przyjeżdża pogotowie, bo nie zapłaciła - dawny spot PiS-u, partii która właśnie wygrała wybory. Wybór pracownika, komu chce oddać swoje zarobki w celach zdrowotnych jest trudny i skomplikowany, wytrąca z poczucia bezpieczeństwa. System jaki jest taki jest, ale przynajmniej pewny. Ktoś już za nas dawno zdecydował.



Zgadzam się z Rafałem Betlejewskim, że polska demokracja ma się dobrze, a dowodzi temu wygrana PiS. Tak, niewątpliwie rządząca osiem lat Platforma Obywatelska nie zniszczyła, nie skorumpowała, nie okradła, nie sfałszowała wreszcie, systemów państwowych, jak opisują to wygrani. „Audyt”, którym szczyci się rząd można wyrzucić do kosza, to znaczy można by było, gdyby istniał w formie dokumentu. Ale to na uporczywym wskazywaniu złego Jarosław Kaczyński dorwał się wreszcie do władzy. Uprościł dialog społeczny do granic absurdu: my, prawdziwi (czyt. dobrzy) Polacy, matki Polki z dziada pradziada, z powstań ludu ziemi kontra oni (czyt. źli), żydowscy, niemieccy, amerykańscy kapitaliści, złodzieje i prostytutki. „Białe jest czarne, czarne jest białe”. I koniec dyskusji. Wszyscy wiedzą o co chodzi.

My, „lewacy” podpadliśmy światu. Zaczęliśmy mącić w świecie prostych zasad, spisanych przez Biblię, czy Koran. Podrzędna rola kobiety wobec mężczyzny przez tyle wieków była jasna i oczywista, a te które uważały inaczej, lądowały na stosie. W imię wolności wszystkich kobiet, które na nie pluły i dosypywały drew do ognia, bo ich strefa komfortu kończyła się na misce, którą zapełniał mężczyzna, a że czasem przylał, to znaczyło, że kocha. Wprowadzenie myśli o dialogu płci, zrównaniu praw i obowiązków wszystkich ludzi burzy ustalony przez wyższe siły porządek. Tam na górze wiedzą lepiej, tu na dole nie będziemy o nic pytać. Góra - dół, jasno, prosto, przejrzyście. Nie trzeba myśleć, nie trzeba wybierać. Trzeba przetrwać.

Opozycja demokratyczna w państwie PiS jest mocno rozczłonkowana. To niewidoczne dla zwykłego oka zjawisko wynika z niezrozumiałej postawy lidera i działaczy KOD, którzy nie lubią pytań. Nie jest ważne o co zapytasz, gdzie pójdziesz, jaki pomysł podrzucisz - jedyny słuszny kierunek wyznacza Mateusz Kijowski. I tyle, bez dyskusji. Tak twierdzą dziesiątki ludzi, którzy z KOD-em się żegnają po miesiącach ciężkiej pracy lub zwykłego sympatyzowania. Ludzie się kłócą, w samym KOD biegnie wyraźna linia podziału na dobrych i resztę, której trzeba czym prędzej się pozbyć. Wyraźnie odczuwalna jest pogarda tych, którzy wiedzą i decydują, na tych, którzy szkodzą. Dobrzy i źli. Biali i czarni. Bohaterowie i kretyni. Są łzy, awantury, przyjaciele zrywają znajomości, wyrzucają się z grup, z kontaktów. A to wszystko wśród ślicznych obrazków z radosnego marszu ludzi uśmiechniętych i szczęśliwych na wielkiej majówce. Hurra optymizm, mnogość pięknych znaczków, opasek, sztandarów, powitania i machanie. Nie wiem, jaki pomysł ma Mateusz Kijowski na realizację pięknej zresztą, edukacyjno-obywatelskiej misji KOD, przestrzegam jednak, że średniowieczne narzędzia nauczania typu ex cathedra będą równie skuteczne jak palenie czarownic. „Lewackie” umiłowanie wolności i dialogu jeszcze nie przegrało, a nasze transparenty mają wszystkie kolory tęczy.

W rozczłonkowanym na KOD, KODE, KOD PP, TAMĘ, PO, Nowoczesną, Razem i wiele innych organizacji obozie demokratycznym, łatwo jest rządzić metodą dzielenia, na zero i jeden. Takie rozdanie zawsze wygra mistrz tej rozgrywki, Jarosław Kaczyński. To on, patrząc na nas jest na górze. A my, maluczcy będziemy musieli to przetrwać.

Wszyscy mądrzy ludzie twierdzą, że w coś warto wierzyć. Na przykład ja wierzę, że Matusz Kijowski, albo nie jest informowany do końca co wyprawiają ludzie w jego obozie, albo wie i zna głębszy sens tegoż. Może powinniśmy zamilknąć, przestać pytać i schować na kiedyś nowe pomysły. Może on faktycznie wie lepiej. Mam nadzieję, że nam to wytłumaczy, odpowie jasno i przejrzyście, zrozumiale nam, głupszym i mądrzejszym, na te wszystkie trudne pytania. Zapraszam do Medium Publicznego, porozmawiajmy.
PS. Pan Mateusz przyjął moje zaproszenie i będzie gościem audycji 9. czerwca o godz. 19.30.
joannakonieczna.pl
Trwa ładowanie komentarzy...